21 luty 2010

Obserwacja polskiej sceny vol. 1

Dziś zajmę się bardziej słuchaczami, bo śmieszy mnie fakt, że Wenie zarzucano, że jak zajebał zmyślony storytelling na Dużych Rzeczach to już nie jest autentyczny i prawdziwy. Mój BOOOŻE! Przecież to zawsze musi być coś prawdziwego. Zwłaszcza jak jest przeplatane zwrotami osobistymi (pamiętasz?) i napisane w narracji pierwszoosobowej. CHU-JA PRAW-DA! Drogie dzieci, otóż musielibyście chyba połowę raperów w Stanach, Polsce, Albanii i Mogadiszu okrzyknąć nieautentycznymi. Nie wiedziałem, że jak się opowiada zmyślone storytellingi to już się nie jest prawdziwym. Wiadomo, że nie zawsze jest to spoko, ale to zależy od treści. Trochę dystansu. Macie zajebiście opowiedzianą historię, fickyjnego koszykarza i tyle. Cytując Chaosa z SLG: Naprawdę szkoda, że gość nie zginął. yhym.

Śmieszy mnie również, że jak zarzuca się Wenie hipokryzję to znowu Mesowi jego zagrywki przechodzą praktycznie płazem. Kurwa... Ten co jest off, alternatywny, ambitny, awangardowy, dojrzały muzycznie... Taa... Ten co mówi, że komedie romantyczne to gówno... Taaa... Ten co dogrywa się do chujowego (tak, tak) kawałka Afromentalom i jeszcze ten track leci do komedii romantycznej. Spoko. Co z tego, że wcześniej pisał, mówił, nagrywał o czymś zupełnie innym. Jemu środowisko wybaczy. Chuj, zaczęły się okrzyki, że się sprzedał. Mesiwo się przejął i zaczął się tłumaczyć. Szkoda tylko, że się nie trzymał jednego tłumaczenia. Najpierw ziomek go wyjebał odnośnie tego filmu, a potem nagle stwierdził, że to koń trojański wjeżdżających w biznes muzyczny. Hahahahaha! Zero hipokryzji. Najpierw zagranie sprzeczne z wizerunkiem, a potem dwa różne tłumaczenia, ślizganie się między zeznaniami, aby tylko wyjść z twarzą, ale środowisko w większości wybacza, bo Piotrek dobrą zwrotkę zajebał...

03 luty 2010

Otóż...

Nie wiem czy też tak macie, ale zauważyłem, że w naprawdę wielkim stopniu pogoda/pora roku wpływa na to czego słucham. Jest sobie zima. Nie chce mi się iść na żaden(!) koncert reggae'owy, nie chce mi się słuchać g-funku, nie chce mi się słuchać niczego weselszego. Brudny Nowy Jork, surowe brzmienie, zero wesołych kawałków, ale dużo agresji i mocnych linijek. Może to jest spowodowane tą ilością śniegu i tymi brudnymi ulicami. Czuję się trochę jak w NY. Zwłaszcza jak jadę autobusem i patrzę za okno. Nie zmienia to faktu, że pewnie w lecie znowu będę baunsował do Kalifornijskiego rapu... W końcu będzie ciepło, słonecznie i w ogóle fajnie.


Hahahaha... Po przeczytaniu tego zdania, proszę spójrzcie za okno.

12 grudzień 2009

Baardzo wstępne podsumowanie rapowo-reaggowego roku 2009

Za pół miesiąca koniec roku, więc można już zacząć coś tam sobie przypominać. Zwłaszcza, że ostatni kwartał obfitował w płyty, płyty, płyty. Będę leciał alfabetycznie, bo to nie ranking. Na to jeszcze za wcześnie:

3oda Kru - Parchastyczny Mikstejp:

Coś co warto naprawdę sprawdzić jeśli się jest wyluzowanym człowiekiem, który lubi czasem odpocząć od bardzo ambitnych tekstów. Płyta idealna na imprezy, na słuchawki. Serio... Wybuchniecie pare razy śmiechem, pobujacie karkiem przy bitach GrubSona, w ogóle zajawka. Szkoda tylko, że Metrowy teraz siedzi i koncertować chłopakom będzie trudno. Naprawdę należy im się porządna trasa koncertowa z tym materiałem.

Bas Tajpan & Miuosh - Fandango Gang:

Płyta jak dla mnie dużo poniżej oczekiwań i początek końca Miuosha. Bity totalnie asłuchalne, Hemp Gru gościnnie, Miuosh stracił technikę. Kilka kawałków wartych sprawdzenia, ale to mniejsza połowa płyty. Tajpan oczywiście na Vocoderze i jego silesiiiaaaaajjj. Nic nowego, nic ciekawego.

DonGuralEsko & Matheo - Inwazja Porywaczy Ciał:

Pisałem z tego recenzję, więc teraz tylko w skrócie. Południowe bity, wielokrotne, w kieszeni kotlet i jestem w budynku na wyższym levelu. Czyli bragga pierdolenie na częstochowskich wielokrotnych, ale dobrze się słucha i na imprezę idealne.

Enson - Osiem Kroków Dalej:

Jeden z najlepszych freestyle'owców w Polsce pokazał, że i w studio daje radę. Ciekawy klimat i tematyka, zajebista okładka Haifa, dobre bity. EPka do której na bank będę wracał.

GrubSon - O.R.S.:

Również pisałem recenzję, więc napiszę tylko, że jaram się nadal, mimo że od premiery minęło ponad 4 miesiące. Naprawdę genialne bity, świetne teksty i ten klimat. Jak nie sprawdziłeś to sprawdzaj, ale już, bo to naprawdę kawał dobrej muzyki.

Junior Stress - L.S.M.:

Trochę zbyt nowocześnie, ale buja głową. Teksty niezłe. Jarałem się długi czas i wracam :)

Jot - Ostatni Skaut EP:

Przyjemnie, funkowo. Czyli na poziomie Jota. Ciekawe czy legal będzie lepszy...

kaFF kaFF-L - Czarna Krew:

Jot, Afronci gościnnie, Zamot i kilku innych na bitach. Sam Łodzianin trochę bełkocze, ale ma oryginalny styl i DiLLuje CziLL także będę wracał. Choć EPka mogłaby być dużo lepsza...

L.U.C - 39/89:

Instrumentalna podróż przez burzliwe lata wojny i pseudoniepoległości narodu polskiego. Spójna płyta, świetne bity plus wstawki z przemówień z tamtego okresu. Warto ogarnąć. Nawet jak jesteś psychofanem Mesa.

Magiera & L.A. - Poeci:

Po ostatnim Kodexie panowie z WhiteHouse postanowili wydać audiotomik wierszy w wykonaniu polskich raperów. Wyszło ciekawie, ale nie żeby się jarać. Mimo wszystko Lokomotywa w wykonaniu Lilu to erotyk pełną gębą.

Małpa - Kilka Numerów o Czymś:

Każdy czekał na tę płytę. Nikt się nie zawiódł, ale też nikt nie jest w stanie rzucić choć jedną linijką, która mu zapadła w pamięć. Jednak jest w tej płycie coś takiego, że jak zaczniesz jej słuchać to ją zapętlasz i leci w kółko.

Mardi Gras - Podaj Dalej:

Temzki, Exxo i ekipa dali spory kawałek chillu. Zaprosili do tego Blefa co by im smutno nie było i chce się tego słuchać w leniwe popołudnia.

Miuosh - Pogrzeb:

Po przesłuchaniu czterech kawałków naprawdę odechciało mi się sprawdzać tę płytę. Do tej pory nie mogę się zmusić. W końcu jest tyle innych dobrych albumów.

Monofonia - Cofamy Się:

Świetne, klimatyczne bity Brudnego Woska i przyzwoita nawijka Enda. Płyta na której najlepsze zwrotki są producenta? Nie pierwszy przypadek, ale zdarza się rzadko. Warto sprawdzić dla bitów.

Mroku - Mroczne Nagrania:

Płyta klimatycznie różna, ale nie dla każdego. Niektórym może przeszkadzać głos gospodarza, dobór bitów tematyka. Płyta dobra, ale zgubiła się gdzieś w gąszczu innych albumów.

NoBoTak - Kocur w Worku:

PeeRZet, Jotes, Juhas czyli Małopolska atakuje. Jazzowo, funkowo... Idealnie na lato, a akurat wtedy ta płyta wyszła. Niestety przeszła trochę bez echa. Tak to jest jak ludzie woleliby solo Przemka.

Numer Raz - Maszyny, Ludzie, Słowa:

Czyli zero progresu, ale kto by tego oczekiwał? To jest ciekawe, że od jednego artysty się tego wymaga, a od innego niekoniecznie. W odsłuchu niezłe, ale nie chce się sprawdzać kolejny, kolejny, kolejny raz.

O.S.T.R. - O.C.B.:

Kolejna płyta Ostrego, którą jarasz się dwa tygodnie, a potem zapominasz o jej istnieniu. Za dwa miesiące kolejna. Podobno robiona przez 6 lat (haha... w okresie pomiędzy czasem, gdzie tworzył kolejne płyty i nagrywał na nie miliony kawałków?), ale wydaje mi się, że wpisze się w tendencje. Nie zmienia to faktu, że złota płyta znowu będzie.

Onar - Jeden na Milion:

Co nie znaczy, że wyjątkowy w ten dobry sposób. Plastik grubo ciosany. Sprawdziłem z obowiązku, wróciłem do kilku kawałków, ale całościowo niestrawne.

Ortega Cartel - Lavorama:

Mocny kandydat na płytę roku. Chłopaki mają coś w sobie, że nie muszą cisnąć na mega flow wielokrotnych na super błyskotliwych linijkach, a nadal przyciągają i CD się kręci cały czas w plejerze. Mega bity, totalny luz... Płyta na lato, której słuchasz też na jesieni i w zimie.

Pablopavo & Ludziki - Telehon:

Nie wiem kto to te Ludziki. Nie ogarnąłem o co chodzi, ale po Pablo spodziewałem się więcej. Jest przyjemnie, ale wolę włączyć sobie Vavamuffin.

Pezet - Muzyka Emocjonalna:

Zawód roku na całej linii. Pezet zrobił z siebie gimnazjalistę, który odkrył, że nie wszystko idzie po czyjejś myśli i miłość bywa dziwką i obwieszcza o tym całemu światu bez flow, techniki, ale za to z milionem frazesów na opisy na GG dla pokemoniastych blondynek w wieku 14-17 lat.

Proceente - Galimatias:

Malin i sczilowane bity. Procent i sczilowane linijki. Wystarczy, aby sprawdzić. Nie spodziewać się wiele tylko słuchać :)

Pyskaty - Pysk w Pysk:

Płyta roku 2009? Na bank ścisła czołówka. Świetne teksty, klimat i takie kawałki jak Oszukać Przeznaczenie czy Matki, Żony i Kochanki... Obowiązkowo na półce jeśli jesteś fanem rapu. Digi też ładne :)

Raca/PeeRZet - Vis a Vis:

Chłopaki dali z siebie co najlepsze. Nie da się zaprzeczyć. Jednak bity zabiły wszystko...

Rap Addix - Właściwe Proporcje:

Fenomen po prostu. Junes i SoulPete zrobili coś ciekawego. Daj dobre bity bezkompromisowemu raperowi z osiedla i zobacz co wyjdzie... Rap Addix czyli obiekt spuszczania się całego Ślizgu. Zastanawiam się nadal dlaczego. Nie odrzuca, ale żeby były jakiekolwiek przebłyski geniuszu? Oj nie...

Robak/Klon - Polska Rap Płyta:

Ciekawe linijki, całkiem niezłe bity. Siąść ze szklaneczką whiskey i odpalić papierosa i słuchać, a potem wpaść do Czilałtu.

Roux Spana - 1nce Again: The Remixes:

Bardzo pozytywne zaskoczenie. Przyjemne, grane bity i klasyki na nie położone. Tribe Called Quest, Pharcyde, Blackalisious, Slum Village, De La Soul... i ten remix Eryki... cudo. Pozycja obowiązkowa.

Rudy MRW - Bezsenność:

Średniak. Tyle mógłbym powiedzieć i by wystarczyło. Ostatni wspólny kawałek PIHa i Pyskatego i w sumie tyle pamiętam...

Shot - Origami:

Ot... Solidna, ale nie wybijająca się płyta gościa z Supa Skillz. Gdyby nie "petarda" Hensona, pewnie przeszłaby zupełnie niezauważona.

Sobota - Sobotaż:

Po Stoprocent 2 spodziewałem się Bóg wie czego. Zawiodłem się... Hardcorowa scena w Polsce nie istnieje... Będzie istniała jak Matheo przestanie dawać jej bity.

Szewc & Brudny Wosk - Jeszcze Więcej:

Bardzo dobra EPka, mimo lekkiej wady wymowy rapera. Ciekawe linijki, świetny kawałek Polski Kontekst, bity... Conajmniej dobre ;)

Te Tris - Stick2MyNameRight Mixtape:

Instrumentale Statika, skrecze Torta, teksty Teta. Zrobiony w tydzień mixtape, który w sumie bardziej mnie jara niż robiony kilka lat legal. Jednak paradoksem jest, że to nie jest kandydat na płytę roku...

Te Tris - Dwuznacznie:

Za to ta płyta jest. Spokojniejsza, dojrzała, przemyślana na ciekawych bitach. Jakby się ukazała dwa lata wcześniej byłaby klasykiem.

Ten Typ Mes - Zamach na Przeciętność:

Bukowski, Bukowski, za dużo Bukowskiego, ale słucha się dobrze. Sprawia wrażenie bardzo dojrzałej, ale bardziej dzięki bitom niż tekstom. Płyta roku... W oficjalnych rankingach ma duże szanse, ale nie w moim.

W.E.N.A i Rasmentalism - Duże Rzeczy:

W poprzednim wpisie wystarczająco dużo napisałem, w recenzji napiszę więcej. Premiera była w poniedziałek, a dziś sobota. Także wybaczcie.

Walles - Czarna Magia:

Naprawdę chore gówno. Nieszablonowe, ale świetne. Zamienimy się w małpy!

Zeus - Album Zeusa:

Mało ambitny tytuł z podwójnym dnem, funkujące bity... Solidna płyta, ale to nie jest debiut. Brakuje czegoś, ale słucha się dużo i często, bo jest nadal dobrze. Mimo wpadek w refrenach i momentami oczywistych wersów.


PS. Nie wypisałem Tedego, Peji i innych, bo... po prostu nie sprawdziłem. Sprawdzę kiedyś albo i nie. Zobaczymy.